wtorek, 22 lipca 2014

24.



klik, klik :)



UWAGA! W dzisiejszym rozdziale jest więcej przemocy niż w innych, także czytacie na własną odpowiedzialność. 

24. Rozstania i powroty. 


- Nadal nic nie wiadomo? – Zapytał Charlie, kiedy już zajął miejsce naprzeciwko blondynki. Ta tylko pokręciła przecząco głową, głośno wzdychając. Minął już prawie tydzień od zniknięcia Sutton, a policja nadal nic nie ustaliła. – Będzie dobrze – zapewnił, uśmiechając się. 

- Policja twierdzi, że Sutton po prostu wyjechała, bo gdyby naprawdę została uprowadzona to porywacze już dawno by się odezwali i zażądali okupu – mruknęła, bawiąc się łyżeczką od kawy.

- Myślisz, że mają rację?

- Oczywiście, że nie – oburzyła się, podnosząc wzrok na blondyna. – Nie wyjechałaby bez pożegnania, poza tym…

- Co? – Zapytał, kiedy dziewczyna gwałtownie przerwała. Myślała o wszystkich za i przeciw, ale skoro Charlie był jej przyjacielem to chyba mogła mu powiedzieć o ciąży Sutton. – Al?

- Obiecaj, że nikomu nie powiesz – powiedziała cicho, przysuwając swoje krzesło do chłopaka.

- Ale o co chodz...?

- Charlie! – Warknęła. – Po prostu obiecaj, że to co ci zaraz powiem zostanie między nami! – Poprosiła, na co on niepewnie przytaknął. – Sutton jest w ciąży – oznajmiła, delikatnie się uśmiechając.

- Co?

- Z Liam’em – dodała. – Uwierzysz w to? Powiedział nam jakieś dwa dni temu, a moja matka nadal jest w szoku. Myślałam, że chodziło o ten artykuł o Sutton, ale z Versace już zadzwonili i stwierdzili, że jej przeszłość jest świetną reklamą! No, ale mama nadal jest w szoku po tym, co Liam jej powiedział i nie wiem czy chodzi o…

- Al! Stop, czekaj – przerwał jej paplaninę. – Możesz mi wyjaśnić wszystko od początku? Sutton jest w ciąży?

- No tak – potwierdziła. – Ale, zaraz Charlie, dokąd ty idziesz? – Zapytała, gdy blondyn zaczął szybko zbierać się do wyjścia.

- Zapomniałem o czymś ważnym – wyjaśnił. – Muszę już lecieć, zadzwonię do ciebie później – dodał, wyciągając telefon z kieszeni. Zdezorientowana dziewczyna przez kilka minut jeszcze siedziała w tym samym miejscu, zastanawiając się, co tak naprawdę się przed chwilą wydarzyło. Zachowanie Charlie’go było, co najmniej dziwne i to wszystko przez to, że powiedziała mu o ciąży Sutton. A może on naprawdę miał coś do załatwienia, a ona wpadała tylko w paranoję?


---


- STANLEY! – Do domu Stana wpadł Charlie, pędząc prosto do piwnicy, gdzie najpewniej był właściciel. Nie mylił się. – Stan! Nie uwierzysz, co ci zaraz powiem – zaczął, próbując złapać oddech. Rogers ostatni raz pocałował zapłakaną i ledwo przytomną Sutton, po czym odwrócił się w stronę zdziwionego blondyna. – Czy ty ją… Czy… Co?

- Nie twoja sprawa – warknął starszy z nich, zapinając rozporek. – Czego się dowiedziałeś? – Zapytał, próbując odwrócić uwagę Charlie’go od Sutton. Rogers nie chciał żeby Charlie dowiedział się o tym, co przed chwilą się stało, ale on zawsze przychodził w nieodpowiednim momencie.

- Umówiliśmy się, że nic jej nie zrobisz! – Warknął blondyn, chcąc podejść do leżącej na ziemi dziewczyny. – Kurwa, Stan!

- Zamknij się – powiedział spokojnie Rogers, głęboko wzdychając. – Może powiesz mi, że gdyby nasz pierwotny plan się powiódł i zamiast tej dziwki byłaby tu córeczka Karen to byś nie skorzystał z okazji? – Zaśmiał się.

- Do twojej wiadomości już miałem taką szansę i nie zrobiłem nic – warknął. – Jak mogłeś ją zgwałcić? Kurwa, kurwa, kurwa! Bicie to jedno, ale zmuszanie jej do seksu? Stary…

- Zamknij pysk – burknął Stan, wyciągając pistolet i celując nim w blondyna. – Jeszcze jedno słowo a odstrzelę ci ten głupi ryj! Nie zapominaj, kto tu rządzi! – Wrzasnął. – Czego się dowiedziałeś? – Powtórzył, tracąc cierpliwość. Nie chciał zabijać Charlie’go, bo był mu jeszcze potrzebny, ale powoli miał już go dość.

- Jest w ciąży – odpowiedział cicho, wpatrując się w wymierzony w niego pistolet. – Sutton jest w ciąży z Liam’em – dodał. Stanley przez chwilę wpatrywał się w chłopaka, po czym gwałtownie odwrócił się do szlochającej dziewczyny. Uklęknął przy niej, przyciskając lufę pistoletu do jej skroni.

- To prawda? – Zapytał, ale ona nie odpowiedziała. – Mów!

- T-tak – wyszlochała, próbując wydostać się z jego mocnego uścisku. – Puść mnie, proszę – błagała.

- Ty dziwko – warknął, uderzając ją w twarz. – No proszę, proszę! Nieźle się ustawiłaś – zaśmiał się, lekko kopiąc ją w brzuch. Na razie nie chciał nic jej robić, najpierw musiał zdobyć kasę. – Szkoda tylko, że nigdy tego bachora nie zobaczysz – dodał, śmiejąc się jeszcze głośniej. – Masz numer Liama?

- Mam – odpowiedział blondyn. – Ale, po co ci?

- Jak to, po co? Skoro to jego dzieciak, to na pewno zapłaci tyle ile zażądam – mruknął. – Zamierzam wykorzystać sytuację – dodał, wybierając numer. Przyłożył chusteczkę do ust, czekając aż ktoś odbierze. – Zaknebluj ją – poinstruował Charliego, który szybko wykonał zadanie. Po kilku sygnałach Sutton usłyszała zmęczony głos Liama.

- Słucham?

- Dziś o 21 w parku za starymi magazynami – oznajmił Stan, zmieniając swój głos. Był pewien, że Liam będzie wiedział o jakie miejsce mu chodziło. Właściwie to pewnie każdy w Londynie znał to miejsce.

- Co? Halo! Kto mówi? – Sutton doskonale słyszała roztrzęsiony głos Liama, co spowodowało, że jeszcze bardziej się rozkleiła. – Halo!

- Milion funtów – mruknął Stanley.

- Co? Boże! Sutton żyje? Sutton! Jesteś tam? – Krzyczał, na co Stan tylko westchnął.

- Sutton żyje – powiedział, nadal zmienionym głosem. Pokazał Charlie’mu, żeby odsłonił jej usta, po czym mocno pociągnął ją za włosy, a z jej gardła wydobył się krzyk rozpaczy. – Masz czas do 21. Bądź sam, bo inaczej nigdy już jej nie zobaczysz – dodał, a z telefonu nadal dochodziły krzyki przerażonego Liama.

- Błagam nie zabijaj jej! Proszę! Sutton… - Stanley się rozłączył, chowając telefon do kieszeni.

- Nie wiedziałem, że jemu aż tak na tobie zależy – zaśmiał się, spoglądając na Sutton. – Jest po szóstej, więc mamy trochę czasu.

 - Kto pójdzie po pieniądze?

- Jak to, kto? – Prychnął Rogers, unosząc do góry brwi. – Oczywiście, że ja. Ty byś coś jeszcze spierdolił – mruknął. – Zostaniesz tu z nią, a kiedy do ciebie zadzwonię, pozbędziesz się jej – wyjaśnił.

- C-co? Mam ją zabić?

- A myślałeś, że pozwolę jej przeżyć? Nie mam zamiaru spędzić reszty życia w więzieniu, a ta suka na pewno by nas wydała.

- Nie! Przyrzekam, że…

- Zamknij się – warknął. – Zaczynasz mnie nudzić, ale już niedługo. – Zaśmiał się szyderczo, po czym zniknął za drzwiami. Charlie ponownie zakneblował Sutton, po czym usiadł naprzeciwko niej. Czy dobrze robił? Przecież chciał się zemścić na rodzinie Alaski, a nie na jakiejś przypadkowej dziewczynie. To przez Karen jego schorowany ojciec został bez środków do życia, a nie przez Sutton. Chociaż z drugiej strony skoro Sutton była w ciąży z Liam’em to rodzina Payne’ów też będzie cierpiała po jej śmierci, więc i tak osiągnie to, czego chciał.


---


- Błagam nie zabijaj jej! Proszę! Sutton… HALO! HALO! Kurwa! –Wrzasnął, rzucając telefonem o ścianę. – Rozłączył się – załkał, chowając twarz w dłonie.

- Macie coś? – Zapytał Harry, zwracając się do Reynoldsa. Mężczyzna przez chwilę przyglądał się monitorowi laptopa, by po chwili rozwiać ich wszystkie nadzieje. Pokręcił głową, głośno wzdychając. – Nic?

- Rozmowa była za krótka abyśmy zdołali ustalić ich lokalizację – wyjaśnił. – Ale porywacz sam podał nam miejsce w którym chce się spotkać, więc na pewno go dorwiemy – zapewnił. Poprawił swoją ciemną marynarkę, po czym zaczął rozmawiać z jednym z obecnych policjantów. Musieli obmyśleć plan, aby złapać porywacza.

- Nikt nikogo nie dorwie – warknął Liam, zwracając tym uwagę pozostałych. – Powiedział, że mam być tam sam, więc tak będzie – dodał. Karen przewróciła oczami, ciągle wpatrując się w swojego syna. Nadal była oszołomiona po tym jak Liam powiedział jej o ciąży Sutton, ale teraz przynajmniej wiedziała, dlaczego Liam’owi tak bardzo na tej dziewczynie zależało. Karen też się martwiła, w końcu chodziło o jej wnuka lub wnuczkę, ale pójście tam samemu to straszna głupota i nie zamierzała na to pozwolić.

- Zwariowałeś? – Prychnęła. – Chcesz iść tam sam? Przecież on może być uzbrojony! A co jeśli będzie ich więcej? Nie pomyślałeś o tym?

- Nic mnie to nie obchodzi! Jeśli nie pójdę sam to on ja zabije, rozumiesz?

- Liam…

- Już postanowiłem – warknął. – Mogłabyś się do czegoś przydać i zadzwonić do tego swojego przyjaciela z banku? Potrzebuje miliona funtów na teraz – burknął, po czym udał się do swojej sypialni.

- Gdyby był o dziesięć lat młodszy już dawno złoiłabym mu skórę – mruknęła pod nosem, ale równocześnie wyciągnęła telefon by skontaktować się z Mitchels’em. Oczywiście milion funtów było ogromną kwotą, ale życie ludzkie jest warte o wiele więcej.

- Może w końcu to wszystko się skończy – westchnęła nagle Nicole, która do tej pory siedziała cicho. Dziewczyna miała dość już całej tej sytuacji, bo przez nią Liam zupełnie o niej zapomniał! Oczywiście przychodziła do niego codziennie, aby go wspierać, ale on tak naprawdę nie zwracał na nią większej uwagi. Mówił tylko krótkie cześć, a później przez cały czas jej unikał. Nie tak wyobrażała sobie ich związek. – Chyba każdy ma dość tej chorej sytuacji. Zobaczycie, że okaże się, że Sutton sama to wszystko wymyśliła, a teraz pławić się będzie w kasie Liama. Założę się, że nawet nie jest w ciąży, a jeśli jest to na bank nie jest to bachor Liama – dodała.

- Słuchaj – zaczęła Alaska, podchodząc do dziewczyny swojego brata. – To, że jesteś dziewczyną Liama nie zna….

- Byłą – przerwał jej brat, który ponownie pojawił się w salonie. – Byłą dziewczyną – powtórzył bez żadnych emocji. Nicole słysząc to o mało, co nie spadła z fotela na którym siedziała.

- Słucham? – Spytała oburzona, modląc się, żeby chłopak tylko żartował. – Liam?

- Możesz już iść – warknął, nawet na nią nie patrząc. – Dziękuję za ‘wsparcie’ – dodał sarkastycznie.

- Nie możesz mnie tak traktować! – Zawołała, przez co całej sytuacji przyglądali się już wszyscy obecni. – Liam do cholery jasnej!

- Nicole to koniec – westchnął, odwracając się w jej stronę. Miała rację, nie powinien jej tak traktować. – Przykro mi, ale ten związek od samego początku nie miał sensu – dodał.

- Żartujesz sobie?

- Przed chwilą usłyszałem, co tak naprawdę myślisz o moim dziecku, więc to twoje całe gadanie, że cieszysz się razem ze mną było gówna warte. Zrozum, że nikt w moim życiu nie będzie ważniejszy od dziecka, które urodzi Sutton, także lepiej będzie, jeśli teraz damy sobie z tym spokój – wyjaśnił, mając nadzieję, że zrozumie. Związek z Nicole miał mu pomóc zapomnieć o Sutton, a tymczasem sprawił, że jeszcze bardziej za nią tęsknił.

- Nie daruję ci tego! – Wrzasnęła. – Rozumiesz?! Nie daruję ci tego Liam! – Dodała, po czym wybiegła z mieszkania. Dzięki Bogu obyło się bez większej awantury.

- Wszystko w porządku? – Zapytała Karen, która razem z resztą się wszystkiemu przyglądała. Lubiła Nicole, ale skoro Liam nie był z nią szczęśliwy, lepiej, że postanowił ten związek zakończyć. – Synku?

- Tak mamo, wszystko dobrze – odpowiedział, siląc się na delikatny uśmiech. Pierwszy od kilku dni. – Ale teraz nie ma czasu na pogaduszki. Kiedy będzie tu Mitchels? – Zapytał.

- Za około pół godziny.


---


Sutton wpatrywała się w blondyna, modląc się żeby w końcu ją rozwiązał. Wszystko ją bolało i miała już dość bycia w jednej pozycji. Zaczęła się szamotać i wydawać jakieś dziwne dźwięki, ale Charlie nadal zainteresowany był tylko swoim telefonem. Marzyła żeby ktoś w końcu pomógł się jej wydostać z tego więzienia, ale z każdą mijającą minutą traciła nadzieję. Poza tym po tym, co zrobił jej dziś Stanley, wiedziała, że byli zdolni do wszystkiego.

- Przestaniesz? – Mruknął w końcu blondyn, zerkając w jej stronę. W jej głowie narodził się pewien plan i miała nadzieje, że Charlie będzie współpracował. – Cholera jasna – warknął, podchodząc do niej. Jednym ruchem zerwał z jej ust taśmę. – Czego chcesz?

- Obiecuję, że nie będę krzyczała – zaczęła. – Pomóż mi – poprosiła, jednak on tylko się zaśmiał, po czym wrócił na swoje miejsce. – Wiem, że nie jesteś złym człowiekiem! Pomóż mi, a ja w zamian nie powiem policji, że w tym uczestniczyłeś – zaproponowała.

- A co policja ma do tego? Kiedy cię zabiję nikt o niczym się nie dowie – odpowiedział, wzruszając ramionami. Plan A nie działał, więc musiała wprowadzić plan B. Ten będzie dużo trudniejszy, bo jedyne, co czuła do tego sukinsyna to odraza, ale musiała dać sobie radę.

- Charlie – zaczęła, sztucznie się uśmiechając. W głowie ciągle powtarzała sobie słowa otuchy, wierząc, że da sobie radę sama. – Wiesz czym się zajmowałam, prawda? – Zachichotała.

- Wiem – odpowiedział cicho, mrużąc oczy. Do czego zmierzała? – Ale co to ma do rzeczy? Chcesz wiedzieć, kto mi o tym powiedział?

- Nie – wymruczała. – Chcę ci pokazać, co potrafię – dodała zalotnie.

- C-co? – Wyjąkał zszokowany, zbliżając się do niej. Udało się. – O czym ty mówisz?

- Nie chcę się chwalić, ale byłam jedną z najlepszych tancerek w klubie – mruknęła. – I nie tylko – dodała, uśmiechając się, choć przez cały ten czas walczyła z łzami. Musiała być silna dla siebie i dla swojego dziecka.

- Na-naprawdę? – Zapytał, przełykając ślinę. Sutton nawet się nie spodziewała, że pójdzie jej aż tak dobrze.

- Naprawdę – przytaknęła, kokietując go. – Ale żebym mogła ci cokolwiek pokazać, musisz mnie uwolnić – dodała, wymownie poruszając związanymi rękami.

- Ach tak, oczywiście – zaśmiał się nerwowo, po czym spełnił jej prośbę. Rozejrzała się dookoła siebie, w kącie zauważając śniadanie, którego nie zjadła. – I co teraz? – Zapytał, zupełnie nią oczarowany. Musiała przyznać, że był totalnym idiotą, ale dzięki temu miała szansę na ucieczkę.

- Zamknij oczy – uśmiechnęła się, stając przed nim.

- Co? Nie, nie! Wykluczone! Co je…

- Spokojnie – powiedziała uwodzicielsko, prosto do jego ucha, choć tak naprawdę miała ochotę zwymiotować. – Nic się nie stanie, przecież masz klucze, prawda? – Przypomniała mu. Przytaknął, po czym wykonał jej polecenie. Stanęła za nim, robiąc mu delikatny masaż. Prawą nogą dosięgnęła tacki z jedzeniem i próbując nie zrobić za dużo hałasu, przyciągnęła ją do siebie. – I jak? – Wyszeptała, mając na myśli masaż.

- Cudownie – odpowiedział rozmarzony, nie zauważając, kiedy jedna dłoń dziewczyny zniknęła z jego pleców.

- Cieszę się, że ci się podoba – wyjęczała, sprawiając, że na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. – Mam nadzieje, że zgnijesz w więzieniu – warknęła, po czym z całej siły zamachnęła się, a talerz, który przed chwilą trzymałą, rozbił się na głowie chłopaka. Kiedy Charlie padł na podłogę nieprzytomny, ona pozwoliła sobie na chwilę oddechu.

- O mój Boże – Wyszeptała, rozklejając się. – O mój Boże – powtórzyła, z nadzieją zerkając w stronę drzwi. Szybko wyciągnęła klucze z kieszeni chłopaka i po kilku sekundach była już na zewnątrz, ciesząc się wolnością. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę jej się to udało. Uważnie zaczęła rozglądać się dookoła, ale widziała tylko drzewa. Ze łzami w oczach, ruszyła przed siebie. – Cholera – załkała, kiedy w oddali zauważyła światła samochodu. Mógł to być tylko Stanely. Zaczęła biec, w duchu modląc się żeby jej nie zauważył. Nawet się za siebie nie oglądała, chciała tylko znaleźć się jak najdalej od tamtego miejsca. Po około dziesięciu minutach nieustannego biegu, znalazła się na jakiejś drodze. Ustała, próbując złapać oddech, choć było to bardzo trudne. Kilka razy zerknęła też na swoje spodnie, upewniając się, czy nie ma nich krwi. Po tym wszystkim, co przeszła i tak było dziwne, że nie poroniła, ale Robert zapewnił ją, że z dzieckiem wszystko w porządku.

- Zgubiła się pani? – Przerażona spojrzała za siebie. – Wszystko w porządku? – Z samochodu wysiadła starsza kobieta, a jej, najwyraźniej mąż, nadal siedział za kółkiem. – Proszę pani?

- Pomocy – wydusiła z siebie Irwin, dosłownie wpadając nieznanej kobiecie w ramiona. – Proszę mi pomóc – załkała. Po chwili kobieta pomogła jej wsiąść do samochodu, oferując telefon, aby ta mogła skontaktować się z rodziną. Sutton opowiedziała wszystko małżeństwu, które obiecało, że odwiedzie ją na policję. Przed tym jednak brunetka postanowiła zadzwonić do osoby, której teraz najbardziej potrzebowała.

- Słucham?

- Liam? – Wyszeptała cicho, kiedy usłyszała jego zestresowany głos. – Uciekłam im – dodała, po czym wybuchnęła głośnym szlochem. W końcu wszystko zaczynało do niej docierać. 

______________________________________________
Hej! I jak wam się podoba? Sutton nareszcie jest wolna! I przepraszam tych, którzy mieli nadzieję, że to Liam ją uratuje, ale ona sama dała sobie świetnie radę... No i pomogło jej to, że Charlie to totalny debil :) 

Jeśli chodzi o drugą część to prawie wszyscy (ci którzy skomentowali ostatni post) chcą, żebym pisała dalej, więc tak będzie :) SPOJLER! Druga część będzie zupełnie inna od tej, także ostrzegam :) I będzie dużoooo więcej Zayna, przygotujcie się :P

3 rozdziały do końca! :) Trzeba zamawiać już szablon na II część :D


Do następnego;*

Czytasz = komentujesz!

PS: Pa pa Nicole xD Sama miałam jej trochę dość... xD DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE! <3

20 komentarzy:

  1. Jezu Chryste! Ten rozdział jest niesamowity. Pełen akcji i napięcia. Bardzo wczułam się w to opowiadanie i coraz bardziej wszystko przeżywam. Uwolnienie się Sutton było genialne. Spryciula! Mam jednak nadzieje że Charlie stracił jedynie przytomność, że nic poważnego mu nie będzie. Chociaż zdecydowanie na to zasłużył, ale dziewczyna miałaby jeszcze jakieś problemy. Z drugiej strony działała w obronie własnej...nie ważne XD
    Fajnie że Liam wreszcie zdał sobie sprawę jak ważna jest dla niego Sutton. Szybki nie jest bo ja wiedziałam że tak bedzie od początku (: Dobrze że Irwin nie straci pracy, to było by dla niej źle.
    Uwielbiam to ff i nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bożeeee jakiii boski rozdział!Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!Ten wyszedł ci..Naprawdę
    bosko!!!Mogłabyś napisać ile (mniej/więcej ) będziemy czekać na next?A moźe bonusik(jutro) z okazji 4 rocznicy 1D ???Czekam na odpowiedz ?Pozdrawiam życzee weny :***!

    OdpowiedzUsuń
  3. zawalisty rozdział czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejuu kocham to! <3 Dzielna Sutton :D Zaczęłam się śmiać jak zobaczyłam notkę xD Fakt Charlie to ogromny idiota! xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział mega! :)
    Czekam na kolejny! Już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  6. O mój Boże! Nareszcie jest wolna!
    Ale z Sutton waleczna kocica!
    Liam chyba że szczęścia o szaleje!!! :D
    Ale jestem happy! I jeszcze będzie 2 część! Taaak!
    Kocham mocno :* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spodziewalam sie ! Boskie <3 cZekamy na next

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam to, ze idzie wszystko w dobrym kierunku :) i czekam na kolejna czesc :* [docks-ff]

    OdpowiedzUsuń
  9. O boże nareszcie! Świetny rozdział trzymający w napięciu. Ja wierzyłam że jej się uda teraz mam nadzieję ze z dzieckiem się nic nie stało i Liam będzie mógł nacieszyć się Sutton i ich dzieckiem oby wszystko dobrze się skończyło (wolałabym żeby się nie kończyło nigdy <3) @Only_1Dreams

    OdpowiedzUsuń
  10. Taak Sutton!! Nareszcie!! Teraz ona i Liam będą super szczęśliwi :D Kiedy następny?? <3333

    OdpowiedzUsuń
  11. OH YES !!!!! Świetnie Sutton dała sobie rade i zorganizowała dobry plan. Rozdział świetny. czekam na nexta. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam cie ♥ Będzie druga część :D No to żegnamy się z Nicole :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Papa nicole !!!! Wstretna zmija :D sutton wolna :) nie umiem sie doczekac reakcji Liama <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Oh Nicole jak mi przykro xd Boże mam nadzieję, że Sutton te ohydne bydlaki nie dopadną!!
    Czekam niecierpliwie na next!
    Pozdrawiam! :3

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo lubię czytać twojego bloga więc Nominuje cię do Libster Award szczegóły znajdziesz tutaj http://hi-i-am-molly.blogspot.com/2014/07/libster-blog-awards.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaka akcja <3 Sutton <3

    OdpowiedzUsuń
  17. świetny blog! fajnie,że jest w nim lea <33 nie mogę się doczekać ciągu dalszego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No Nicole nigdy nie lubialam xD /Dominika

    OdpowiedzUsuń
  19. Jest! Jest !! Liam-Nicole 1:0 !!!!
    kolejny, błagam !

    Love xx

    OdpowiedzUsuń
  20. Super! Kiedy nowy??

    OdpowiedzUsuń