sobota, 23 sierpnia 2014

Seria II - 01.

01. Odnalezione szczęście.


Całą piątką siedzieli w szatni w której Liam miał przygotować się do walki. Po tylu latach tak naprawdę żadne z nich się nie denerwowało, doskonale wiedząc, że Payne tę walkę powinien wygrać z łatwością. A przynajmniej taką mieli nadzieję.

- Jezu Liam, pośpiesz się – mruknął Niall, który od samego początku tylko marudził. Tak, Niall również zdecydował się towarzyszyć swoim przyjaciołom. No może to nie do końca była tylko i wyłącznie jego decyzja, ale wyszło mu to na dobre.

- Zamknij się, ciebie tu nawet nie powinno być – burknął bokser, poprawiając sznurowadła. – A tak na serio to musisz z Val porozmawiać, bo te ciągłe kłótnie nie wyjdą wam na dobre – dodał, na co reszta przytaknęła.

- Nie pokłóciliśmy się! – Zaprzeczył. – To była tylko głośna wymiana zdań – dodał niepewnie.

- I dlatego Valerie wyrzuciła cię z domu? – Zaśmiał się dotychczas milczący Zayn. Minęło już prawie sześć lat od śmierci Marie, a on nadal, oprócz przelotnych romansów, nikogo nie miał. Twierdzi, że nie znalazła się jeszcze kobieta z którą chciałby spędzić resztę życia, ale jego przyjaciele doskonale wiedzieli, że on się boi. Boi się, że znowu ktoś, kogo pokocha zostawi go samego. – Żartowałem – dodał, widząc minę blondyna.

- Dlaczego ona nie może zrozumieć, że nie chcę mieć już więcej dzieci? – Westchnął nagle, zwracając tym uwagę pozostałych. Tak naprawdę nikt nie wiedział o co małżeństwu Horan’ów chodziło i z czego wynikały ich kłótnie, ale Niall chyba nareszcie postanowił się wygadać. – Mamy dwoje wspaniałych dzieci, to chyba wystarczy nie? Poza tym Thomas ma dopiero rok, a ja przedłużyłem kontrakt z klubem na kolejne dwa lata, nie mam czasu na trzecie dziecko, ale ona wie lepiej…

- Przecież zawsze chciałeś mieć dużą rodzinę – zauważył Zayn.

- To było zanim zostałem ojcem – mruknął Horan, wzruszając ramionami. – Ale wy tego nie zrozumiecie, przecież nie macie dzieci, więc…

- Niall – przerwał mu Harry, wymownie na niego spoglądając. Blondyn przepraszająco uśmiechnął się w stronę Alaski, na co ona odpowiedziała tym samym. Bolało ją to, co się stało, ale minęło już tyle czasu, że zdążyła się z tym pogodzić, jednak Harry nadal zachowywał się jakby miała za chwilę się rozpaść na kawałki.

- Nie wiem czy zauważyłeś, ale ja akurat mam córkę – powiedział sarkastycznie Liam, na co Niall pokazał mu język. – Bardzo dojrzale.

- Mia ma już pięć lat, poza tym to najgrzeczniejsze dziecko, jakie w życiu widziałem – odpowiedział. – Nie wiem już, co mam robić…

- Porozmawiaj z Valerie na spokojnie i wytłumacz, że to nie jest najlepszy moment na kolejne dziecko – odezwała się Alaska.  

- Ale ja już…

- Nie Niall, nie zrobiłeś nic – wtrącił się Zayn. – Znając ciebie pewnie najpierw zacząłeś wrzeszczeć, że ty nie chcesz, zachowując się przy tym jak rozwydrzony bachor, a później wybiegłeś z domu i teraz jesteś z nami w Nowym Jorku – dodał. Niall nic na to nie odpowiedział, bo to dokładnie tak wyglądało. Czasami przerażało go to, jak dobrze Zayn go znał. – Wiedziałem – zaśmiał się Malik i w tym samym momencie do pomieszczenia wszedł trener Liama informując go, że walka rozpocznie się za pół godziny, więc trzeba zacząć wszystko przygotowywać. Alaska, Harry, Zayn i Niall pożegnali się z chłopakiem i życzyli mu szczęścia, po czym udali się na swoje miejsca.

- Wszystko w porządku? – Zapytał mężczyzna, na co Payne przytaknął. – Dobra. Jesteś przygotowany na sto procent, pokonasz go z łatwością. Pamiętaj tylko, że to jeden z najszybszych bokserów i potrafi zaskoczyć, ale…

- Jestem lepszy – przerwał mu pewny siebie Liam, szeroko się uśmiechając. – Dam radę, obiecałem Mii, że wygram – dodał. A kiedy on coś obiecuje, to tak zawsze jest.


---


- Nie wiem, co ja tu robię – westchnęła, rozglądając się dookoła siebie. Ludzi było pełno, ale to pewnie dlatego, że tego wieczoru walczył jeden z najlepszych bokserów na świecie, a przynajmniej tak jej powiedział Scott. – Nie mogliśmy iść do teatru? Albo zostać w domu i obejrzeć walkę w telewizji?

- Nie marudź – zaśmiał się brunet, podając jej picie. – Zobaczysz, że ci się spodoba. Poza tym postawiłem sporo kasy na Payne’a, więc mam nadzieję, że wygra – dodał ciszej.

- Postawiłeś pieniądze? – Zapytała, podnosząc głos. – Cholera Scott! Myślałam, że już z tego zrezygnowałeś! Mało to już przegrałeś przez te głupie walki?

- Tym razem to pewniak – zapewnił. – Zobaczysz, że wygram. A potem zabiorę cię na kolację do jednej z najlepszych restauracji w całym Nowym Jorku.

- Do The NoMad? – Zapytała uśmiechnięta, czując jak humor się jej od razu poprawia

- Miałem na myśli McDonalda, ale…

- Głupek – prychnęła, uderzając go w ramię. Po chwili oboje wybuchnęli głośnym śmiechem, trochę uspokajając się, gdy obok nich pojawiła się Lola, najlepsza przyjaciółka Sutton. – Nareszcie jesteś – uśmiechnęła się brunetka, witając się z Lennox.

- Korki – mruknęła dziewczyna, siadając obok pary. – Przegapiłam coś?

- Jeszcze się nie zaczęło – odpowiedział smętnie Scott. Nie wiadomo, dlaczego, Scott za Lolą nie przepadał. Może to z powodu charakteru dziewczyny? Nie wszyscy lubili takie pełne energii osoby, które czasami za dużo gadają.

- Wow – wyjąkała nagle Lola, patrząc przed siebie. Zainteresowało to głównie Sutton, ale jej chłopak też się skusił o zerknięcie. Jednak nic ciekawego nie ujrzał. – Kto to jest? Czy jest kawalerem? Ile ma lat? I czy może mnie…

- Lola! – Przerwała jej Sutton, na co tamta wybuchnęła głośnym śmiechem. – Zachowuj się!

- No ale sama zobacz!

- Który?

- Brunet.

- Tam jest dwóch brunetów?!

- Ten ciemniejszy!

- Ale…

- Zayn Malik – przerwał ich wymianę zdań Scott, rozpoznając mężczyznę. – Kierowca Formuły 1.

- No i widzisz – zaczęła Lola, szeroko się uśmiechając. – Czasem to, że jesteś takim nudziarzem się przydaje – dodała. Scott wolał się już nie odzywać, poza tym dziewczyny znowu zaczęły gadać o Zayn’ie i jego znajomych, ale reszty Scott już nie znał.

- Dlaczego tacy faceci nie mieszkają w Nowym Jorku – westchnęła żałośnie dziewczyna, zajadając się swoimi krakersami. Sutton już chciała przytaknąć, ale obok niej siedział jej chłopak, więc musiała się opanować. – Ciekawe kim jest reszta. Myślisz, że są razem? – Zapytała, ukradkiem wskazując na blondynkę, która siedziała obok jej nowego obiektu westchnień.

- Raczej nie – uspokoiła ją Sutton. – Ten drugi brunet ją obejmuje – zauważyła. Lola jeszcze szerzej się uśmiechnęła, nadal wpatrując się w bruneta. Sutton natomiast znowu miała to dziwne uczucie, jakby już gdzieś wcześniej ich widziała. I nie chodziło tu tylko o Zayna, ale i o resztę. Szczególnie znajoma jej się wydawała blondynka, ale niestety nie potrafiła sobie przypomnieć, dlaczego.

- Zaczyna się – oznajmił podekscytowany Scott. Po kilku minutach na ringu pojawił się pierwszy z bokserów, niejaki Michael. Szczerze mówiąc to Sutton nie zwracała na niego jakiejś większej uwagi, była tam tylko, bo Scott ją o to poprosił. Dzięki Bogu chłopak zgodził się zabrać i Lolę, bo gdyby nie to, to pewnie by tam umarła. Wszystko jednak zmieniło się, gdy zobaczyła Liama. Nigdy go wcześniej nie widziała (nawet na zdjęciach), bo nie szczególnie ją jego wygląd interesował, ale teraz, gdy był tak blisko, było zupełnie inaczej. Nie rozumiała dlaczego, ale jej serce znacznie przyspieszyło. Jasne, że Liam był przystojny, ale całe jej ciało, nawet jak na nią, zbyt dziwnie reagowało. Postanowiła o tym jednak zapomnieć, bo w miłość od pierwszego wejrzenia raczej nie wierzyła. Scott na przykład musiał obok niej przejść przynajmniej z dziesięć razy, żeby go w końcu dostrzegła.


Po pięciu rundach Michael ledwo stał na własnych nogach. Sutton, mimo tego, że nie najlepiej znała się na boksie, musiała przyznać, że Liam Payne była bardzo dobry. Zarówno Scott jak i Lola głośno dopingowali Brytyjczyka, mimo, że to Michael był z USA. Sutton, jako, że również była z Anglii po prostu zmuszona była być za Paynem, poza tym Scott postawił na niego kupę kasy, więc cieszyła się, że wygrywał.

- Jest świetny – zachwycał się Scott, co chwila wykrzykując ‘mobilizujące’ hasła w stronę swojego idola.

- Chyba pierwszy raz się z nim zgodzę – zachichotała Lola, spoglądając na Sutton. – Powinnaś iść z nim pogadać – powiedziała nagle.

- Co?

- On też jest z Wielkiej Brytanii, tak jak ty – zauważyła. – Może ci jakoś pomoże?

- Niby jak? – Westchnęła Sutton. – To, że pochodzimy z tego samego kraju, nie znaczy, że się znamy. Czasami jak coś powiesz... – mruknęła.

- Dobra, to było głupie, ale nadal uważam, że powinnaś z nim pogadać i przy okazji poznać mnie z panem Malikiem – zaśmiała się brunetka i w tej samej chwili Michael padł na ziemię. – Wygrał! JEST! – Wykrzyknęła, ciesząc się z resztą widowni. Nawet i Sutton głupio się uśmiechała, czując dumę.


---


Liam stał na środku ringu z uniesionymi do góry rękami. Wygrał. Kolejny raz udowodnił, że był najlepszy. Z uśmiechem odkręcił się w stronę przyjaciół i siostry, którzy głośno go dopingowali. Był wdzięczny, że byli tam z nim, przynajmniej miał z kim cieszyć się zwycięstwem.

- Liam! Liam! – Podbiegł do niego jeden z reporterów, tak jak po każdej walce. – Na początku chciałem ci serdecznie pogratulować wspaniałej walki. Powiedz nam, jakim przeciwnikiem był Michael?

- Michael to świetny bokser, który sprawiał mi naprawdę sporo problemów dzisiejszego wieczoru – zaśmiał się. – Myślę, że przed nim wielka kariera. Jest jeszcze młody, jeszcze zdąży dużo osiągnąć – dodał.

- Ty również zaczynałeś w bardzo młodym wieku, odnosząc wiele sukcesów – zaczął reporter. – Lecz tak naprawdę, wielkie wrota kariery międzynarodowej otworzyły się przed tobą prawie sześć lat temu, kiedy to pokonałeś ówczesnego mistrza świata, Geroge’a Thompsona. Jak porównałbyś te dwie walki?

- Tak, walka z Thompson’em była wyjątkowa pod każdym względem – przyznał, przypominając sobie tamten pamiętny dzień. – Nie wiem czy da się te walki w jakikolwiek sposób porównać, bo były one zupełnie inne. Wtedy to ja byłem tym mniej utytułowanym i doświadczonym, natomiast tym razem byłem faworytem z wiadomych powodów. Tak naprawdę każda walka jest ważna, bo każda wnosi coś do mojego życia – dodał.

- Są z tobą twoi przyjaciele, fani, którzy cię dopingują. Czy to pomogło?

- Jak najbardziej – odpowiedział, zerkając w stronę przyjaciół. – Cieszę się, że mogę ten moment dzielić z moją siostrą, moimi przyjaciółmi – uśmiechnął się.

- A fani?

- Im chciałbym serdecznie podziękować za tak wspaniały doping – zaczął, odwracając się do publiczności. – Nawet nie spodziewałem się, że w Stanach będę miał, aż tak wielu fanów, to naprawdę bardzo miłe zaskoczenie. Mam nadzieję, że wiecie, że bez was by mnie tu nie było, także jeszcze raz bardzo wam dzię… Dziękuję – zakończył, z każdym kolejnym słowem mówiąc coraz ciszej. Cała sala była teraz rozświetlona, więc ludzie, którzy siedzieli dość blisko ringu, byli dla niego dobrze widoczni. Sam nie wiedział czy miał jakieś omamy, ale z każdą sekundą, wydawała się być coraz bardziej prawdziwa. Przecież nie mógł jej z nikim pomylić, prawda? Poza tym rozmawiała z kobietą siedzącą obok niej, więc była jak najbardziej realna. To nie była tylko jego wyobraźnia, ona naprawdę tam siedziała. Jedyną różnicą między Sutton sprzed pięciu lat, a Sutton, która siedziała wśród publiczności, była długość włosów. Jego Sutton zawsze miała długie, falowane włosy. Ta Sutton miała włosy do ramion, ale poza tym były takie same. Czy to było możliwe? Czy było możliwe, że po pięciu latach w końcu ją odnalazł? I to zupełnie przypadkowo?

- Liam? – Odezwał się reporter, widząc w jakim szoku był bokser. Właściwie to już chyba każdy na sali zauważył jego dziwne zachowanie. – Wszystko w porządku? – Zapytał, nadal trzymając mikrofon przy buzi boksera.

- Sutton? To ty? – Liam nie panował nad tym, co mówił, po prostu musiał upewnić się, że ona tam naprawdę była. Kiedy brunetka zareagowała na jego słowa, był już pewien, że nie i miał halucynacji. Sutton żyła. Była tam. Miał ją dosłownie na wyciągnięcie ręki. Po latach rozpaczy nareszcie ją odnalazł. Pytanie tylko, czy ona jeszcze coś dla niego znaczyła?

_____________________________________
Hej :) Co tam u was? Mam nadzieję, że wakacje mijają wam spokojnie :)

Z góry przepraszam za błędy/literówki/itp :P

Do następnego;*

Czytasz = komentujesz!

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dlaczego skończyłaś w TAKIM momencie?! O jeju! Dawaj szybko następny!

      Usuń
  2. O mój Boże! Kurdeee <3 Kocham, kocham, kocham <3 Jestem w szoku.. moje biedne emocje. Umarłam! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział przecudowny jak wszystkie inne, jesteś wspaniała :D w końcu się spotkali czekalam na ten moment :D chcę następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. mam załamanie emocjonalne przez ciebie. wszystko przez narzeczoną liama i chłopaka sutton. nie no jakby nie mogli być razem. a ta jej rodzinka do bani.
    ale rozdział świetny, nie mogę doczekać się następnego :)
    pozdrawiam i weny życzę xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej nie można kończyć w takim momencie!
    Boziu nareszcie ja znalazł!
    Słów mi brakło żeby opisać ten rozdział... ;)
    Z niecierpliwością czekam na następny! Dodaj szybciej.
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  6. jezu widzi ją boże co teraz! Mam łzy w oczach!! W takim momencie?!

    OdpowiedzUsuń
  7. w ogole Zayn jest sam juz tyle lat a Liam musiał sobie kogoś znaleźć-.-

    OdpowiedzUsuń
  8. OMÓJBOŻEDAJCIEMIWODY!
    mogę pokrzyczeć? AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    kurde. Ja chcę żeby oni byli razem <3 <3 Liatton forever <3

    @Meeytanya

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieładnie przerywać w takich momentach. Następny! Uwielbiam cie ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. O cholera chce kolejny błagam dodaj szybko następny rozdział niech nie pozwoli jej odejść niech zlazi z tego ringu i biegnie za nią muszą się spotkac za długo byli osobno naprawdę nie mogę doczekać się nexta pzdr Kinga

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego w takim momencie przerwałaś?
    Co my Ci zrobiliśmy??
    Rozdział genialny!
    Czekam na na pierwszą rozmowę Sutton i Liam'a!
    Do następnego! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. boże świetny. czekam na kolejny. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. Interesujący komentarz, ale następnym razem lepiej żebyś nie pisał/a nic, jeśli ''opinia'' ma być podobna. Tylko tracisz swój cenny czas :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. AAAAAAA hasztang hasztang zajebisteee takkk wiemm że ten komentarz nie ma sensuuu ale jestemmm podjaranaaaa

    OdpowiedzUsuń