poniedziałek, 13 stycznia 2014

09.

09. Przepraszam. 

- Jak to nie żyje? – Zapytał, robiąc przerażoną minę. – Zayn, Zayn… ZAYN! Cholera jasna! Uspokój się i powiedz, co się stało – warknął, mierzwiąc swoje krótkie włosy. Obie kobiety z ciekawością, a zarazem paniką wpatrywały się w widocznie zdenerwowanego chłopaka. Po dłuższej chwili brunet bez słowa schował telefon do kieszeni, głośno wciągając powietrze. Usiadł na fotelu, wpatrując się w białą ścianę.
- Liam? – Jako pierwsza odezwała się matka chłopaka, podchodząc do niego. Położyła dłoń na jego ramieniu, próbując w ten sposób dodać mu otuchy. – Synku, co się stało? – Zapytała. Od dawna się do niego tak nie zwracała, więc widać było, że się martwiła jego zachowaniem.

Zdezorientowana Sutton nie wiedziała czy powinna zostać, czy zostawić ich samych. Nie była tu mile widziana, przez Liama i nie chciała go jeszcze bardziej martwić swoją obecnością. Widać było, że ten telefon go mocno poruszył. Widocznie ktoś ważny umarł, skoro Payne teraz tak się zachowywał. Kiedy już miała się odezwać, chcąc opuścić pomieszczenie, wyprzedził ją w tym Liam.
- Musimy jechać do szpitala – zaczął nie odrywając wzroku od ściany. – Zayn jest tam sam, potrzebuje nas – dodał, nie okazując żadnych emocji. Karen spojrzała pytająco na swojego syna, po czym wzrok przeniosła na Sutton.
- Wiesz coś? – Zapytała bezgłośnie. Brunetka szybko zaprzeczyła, kręcąc głową. Skąd ona miałaby niby coś wiedzieć? Przecież Liam dopiero, co dostał wiadomość. -  Liam – tym razem zwróciła się do syna. – Coś nie tak z Zayn’em?
- Nie – odpowiedział, chowając twarz w dłoniach. – Z Marie – dodał ciszej. Pani Payne wciągnęła powietrze, poprawiając marynarkę. Marie pracowała w jej agencji od trzech lat i była bardzo rozchwytywaną modelką. Właściwie to Karen traktowała ją jak córkę, były sobie tak bliskie. Świadomość, że dziewczynie mogło się coś stać cholernie ją przerażała.
- To znaczy?
- Marie nie żyje – oznajmił, podnosząc się z fotela. Widząc minę matki, mocno ją do siebie przytulił, szybko oddychając. Zupełnie zapomniał o Sutton, która miała ochotę sama zacząć płakać, widząc, w jakim stanie są Liam i jego matka. Poznała Marie na bankiecie i dziewczyna wydawała się jej bardzo miła. Razem z Zayn’em tworzyli piękną parę. Właśnie, tworzyli…
- Samolot, którym wracała miał jakieś problemy z silnikiem, wpadł do wody i… - zaczął wyjaśniać, ale nie potrafił skończyć, zupełnie się rozklejając. Sutton pierwszy raz widziała go w takim stanie i to zupełnie zmieniło jej mniemanie na jego temat. Teraz miała przed sobą mężczyznę ukazującego swoje uczucia; mężczyznę, który mimo swojego postawnego wyglądu i wybuchowego charakteru, opłakiwał bliską mu osobę.
- … Wiele osób przeżyło, niestety Marie nie miała tyle szczęścia – wydukał, wycierając mokre od łez policzki. Jego matka wcale nie wyglądała lepiej.
- Zaraz wracam – oznajmiła cicho Karen, szybko wychodząc z biura. Sutton również chciała jak najszybciej opuścić to przygnębiające miejsce, jednak coś jej na to nie pozwalało.

- Liam – wyszeptała, zwracając tym jego uwagę. Chłopak szybko otarł łzy, swój wzrok kierując na jej zmartwioną twarz. – Tak mi przykro – powiedziała, spuszczając wzrok. Nie mogła dłużej patrzeć na jego smutną twarz, to zupełnie do niego nie pasowało.
- To takie nie sprawiedliwe – odezwał się, zupełnie ją tym zaskakując. Była pewna, że wyrzuci ją stąd szybciej, niż ona zdąży coś jeszcze powiedzieć. – Marie była taka młoda i jej kariera… Wiesz, Zayn chciał się jej oświadczyć – mruknął, chowając twarz w dłoniach. Nawet nie potrafił ukryć swojego smutku, mimo, że nie chciał pokazywać jak bardzo to na niego wpłynęło. Nienawidził pokazywać swoich słabości.
- J-ja nie wiem, co powiedzieć – westchnęła, odrzucając swoje ciemne włosy do tyłu. Delikatnie się uśmiechnęła, myśląc, w jaki sposób mogłaby go wesprzeć. Liam zaczął się jej intensywnie przyglądać, zauważając coś, czego wcześniej nie potrafił dostrzec. Była nieziemsko piękna, a jej uśmiech sprawiał, że cały świat stawał się lepszy. Nie rozumiał jak wcześniej nie mógł dostrzec tego uśmiechu? Poza tym była tak bardzo podobna do Kate. I sam nie wiedział czy to dobrze, czy jednak źle…
- Liam – z letargu wyrwał go głos matki. – Możemy już jechać?
- Tak – odpowiedział szybko, zbierając się do wyjścia. – Podwieźć cię? – Zapytał Sutton, po chwili jednak żałując swoich słów. Przecież miał się od niej trzymać z daleka, a co robi? Proponuje jej podwózkę…
- Przyjechałam tu z Harrym – odpowiedziała, na co chłopak przytaknął ze zrozumieniem.
- A nie wiesz gdzie on jest? – Zapytał ponownie, jednak dziewczyna przecząco pokręciła głową.

Cała trójka opuściła biuro, na korytarzu spotykając zarumienioną Alaskę i zamyślonego Harry’ego. – Dzwonił do was Zayn? – Zapytał Liam, ignorując ich zachowanie. Nie chciał się teraz zastanawiać, nad tym, co między nimi zaszło, w tym momencie najważniejszy był Zayn.
- Nie – odpowiedziała jego siostra. – Coś się stało? – Zapytała, widząc jego minę. Po chwili swój wzrok przeniosła na matkę, która wyglądała podobnie do Liama. Nawet Sutton była smutna, czyli coś było bardzo nie tak. Właśnie, Sutton…
- Marie nie żyje – poinformował ich Liam, unikając zbędnych tłumaczeń. Może powinien być bardziej delikatny, ale jak najszybciej chciał zobaczyć się z Zayn’em. Wiedział, że Malik ich teraz bardzo potrzebuje.
- Kiepski żart – mruknęła Alaska.
- A widzisz żebym się śmiał? – Warknął Liam, wymijając ją, po czym skierował się do wyjścia. Dziewczyna spojrzała na matkę, która jednym kiwnięciem potwierdziła słowa syna. 
- O mój Boże – pisnęła blondynka, biegnąc za bratem. Marie była jej przyjaciółką, to nie miało prawa się tak zakończyć. Harry spojrzał na Sutton, która niepewnie się uśmiechnęła.
- Harry – zaczęła, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Wszystko ok? – Zapytała. Po chwili jednak zrozumiała jak głupie było to pytanie, po czym przepraszająco uśmiechnęła się w jego stronę.
- Tak – odpowiedział. – Muszę jechać do szpitala, nawet nie wyobrażam sobie, co czuje Zayn – dodał, na co brunetka przytaknęła. – Choć, pojedziesz ze mną.
- Nie Harry, nie mogę – powiedziała. – Zayn potrzebuje was, ja go nawet dobrze nie znam – mruknęła. – Pewnie nawet mnie nie pamięta, nie mogę tak po prostu tam wparować i…
- Spokojnie! Poczekasz w samochodzie, lub na stołówce – wyjaśnił, po czym oboje ruszyli w stronę jego auta. Brunet był tak wszystkim przejęty, że zupełnie zapomniał o kontrakcie Sutton i o tym, co wydarzyło się w windzie.


***


Zayn Malik.

Jeden z najlepszych kierowców Formuły 1.

Milioner.

Ma wspaniałych przyjaciół, rodzinę.

Miał cudowną dziewczynę, którą chciał poprosić o rękę…

Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak łatwo mogą wszystko stracić. On do nich należał. Wydawało mu się, że nic nie jest w stanie zakłócić jego szczęścia, a jednak tak bardzo się mylił. Ułamek sekundy sprawił, że jego ukochana straciła życie. Ile by dał żeby cofnąć czas i być tam razem z nią. Tak, wolałby umrzeć, bo życie bez niej nie ma sensu.

Marie była kobietą, z którą chciał spędzić resztę swojego życia.


- Zayn – podniósł wzrok, spoglądając na Liama. Payne delikatnie się uśmiechnął, po czym zajął miejsce obok przyjaciela. Naprzeciwko nich siedzieli rodzice Marie, rodzina Zayna i wszyscy jego przyjaciele. Każdy chciał być przy nim, wiedzieli jak musi mu być trudno. – Wiem, że jest ci trudno. Sam przeżyłem podobną sytuację i wyobrażam sobie, że w tym momencie wolałbyś umrzeć – powiedział, zupełnie jakby czytał w myślach Malika. – Ale uwierz, że będzie lepiej. Przyrzekam, że będzie lepiej – uśmiechnął się, po czym postanowił udać się na stołówkę. 

Nienawidził szpitali, a teraz musieli czekać aż poproszą Zayna lub rodziców Marie, aby zidentyfikowali jej ciało, ponieważ nie znaleziono przy niej żadnych dokumentów. Liam, po przyjedzie do szpitala, dowiedział się, że Marie umarła dopiero na stole operacyjnym. Nie była to wina lekarzy, ale myśl, że może w innym szpitalu dałoby się ją uratować nie pozwalała mu normalnie funkcjonować.

Po wejściu do pomieszczenia pełnego ludzi, zaczął żałować, że w ogóle tu przyszedł. Nie chciał jednak dłużej siedzieć na korytarzu i czekać, aż poproszą Zayna, aby potwierdził, że Marie to Marie. Podszedł do lady, zastanawiając się czy w ogóle ma na coś ochotę. Po dłuższym zastanowieniu zamówił kawę i jakieś ciastko czekoladowe. Jednak jego uwaga nie skupiła się na tym. W oddali zobaczył osobę, której spodziewałby się tu najmniej. Sutton siedziała przy stoliku sama, pogrążona w jakimś magazynie plotkarskim. Bez zastanowienia udał się w jej kierunku.
- Co ty tu robisz? – Zapytał, dziwnie się jej przyglądając. Miał nadzieję, że nie brzmiał nieprzyjemnie, bo nie miał takiego zamiaru. Po prostu ostatnio bycie opryskliwym przychodziło mu z łatwością.
- Przyjechałam tu z Harrym – odpowiedziała szybko. – Nie chciałam, ale on się uparł – dodała, delikatnie się uśmiechając. – Usiądziesz?
- Dzięki – mruknął, siadając na plastikowym krześle. Czy to się naprawdę działo? Sam nie wiedział, czemu i jak, ale śmierć Marie dziwnie na niego wpłynęła. Chyba zrozumiał, że nie warto próbować nienawidzić kogoś na przymus.
- Jak się czuje Zayn?
- Jest załamany – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Ale chyba każdy by był, prawda?
- Chyba tak – mruknęła. – On będzie teraz was potrzebował bardziej niż kiedykolwiek – dodała, podnosząc na niego wzrok. Chłopak przytaknął, głośno wzdychając.
- Przepraszam – powiedział cicho, zupełnie zbijając ją z tropu. – Za wszystko – dodał. – Strasznie głupio się zachowywałem i…
- Wybaczam – zaśmiała się. – Oboje zachowywaliśmy się jak dzieci i ja też przepraszam – uśmiechnęła się. Za nim jednak chłopak coś powiedział, przerwał im donośny głos Harry’ego.
- Liam! Zayn wpadł w szał, musisz im pomóc – oznajmił. Liam przytaknął, po czym pędem ruszył do przyjaciela. Dobrze pamiętał jak bardzo Zayn mu pomógł po śmierci Kate i on teraz musi mu się odwdzięczyć.


***


W tym samym czasie Sutton z szerokim uśmiechem przyglądała się Harry’emu. Po dłuższym czasie chłopak zaczął czuć się mało komfortowo.
- Czemu mi się tak przyglądasz? – Zapytał, dopijając kawę Liama. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, cicho chichotając. – Sutton!
- Dobra, dobra – zaśmiała się. – Miałam ci powiedzieć o tym w samochodzie, ale zupełnie o tym zapomniałam przez to wszystko, co się wydarzyło – dodała.
- Dobra? A o czym chciałaś mi powiedzieć?
- O tym, że ten błyszczyk nie jest w twoim stylu – powiedziała poważnie. – Może jakiś jaśniejszy odcień?
- Co? – Mruknął, wyciągając telefon. Zaczął przeglądać się w ekranie komórki i po chwili dostrzegł, co brunetka miała na myśli. Jednym ruchem dłoni wytarł z ust błyszczyk, który na pewno nie należał do niego. – Przestań – warknął, widząc swoją rozbawioną przyjaciółkę.
- To opowiesz mi, co się takiego wydarzyło?
- Nie.
- Harry! Proszę!
- Nie!
- Błagam!
- Nie!
- No weź…
- Pocałowałem Alaskę! – Wybuchł. – Zadowolona?
- A ty jesteś zadowolony? – Zapytała rozbawiona.
- Nie bardzo – burknął. Widząc jej pytający wzrok, postanowił rozwinąć. – Głupio zrobiłem – westchnął. – Chciałem ją zatrzymać w windzie, żeby nie powiedziała twojej matce o twojej… No wiesz, pracy? I ją pocałowałem.
- Harry…
- Wiem, wiem – mruknął. – Głupio zrobiłem! A najgorsze jest to, że ona chyba myśli, że między nami może coś być…
- A nie może?

Chłopak tylko westchnął, przecząco kręcąc głową. Nie może nic między nimi być, bo ona jest siostrą jego najlepszego przyjaciela. Przecież to nie miałoby żadnej przyszłości, prawda? Harry nie jest najromantyczniejszym i najdelikatniejszym facetem i gdyby coś poszło nie tak, to narażałby nie tylko jego związek z Al, ale też jego przyjaźń z Liam’em.

- Musisz z nią o tym porozmawiać – oznajmiła. – Wytłumacz, że ty nic do niej nie czujesz i wtedy będzie mogła stworzyć związek z kimś innym – dodała, uśmiechając się.


***


- Charlie! – Donośny głos mężczyzny rozniósł się po ogromnej sali. – Jak dobrze cię widzieć! Jakie masz dla mnie wiadomości?
- Dobre – chłopak się uśmiechnął, podając mu zdjęcia. Mężczyzna z odrażającym uśmieszkiem zaczął je przeglądać. Na to właśnie liczył, dobrze zrobił zatrudniając do tej roboty Charliego. – Na razie są takie zdjęcia, ale pracuję nad tym. Dziewczyna prawie je mi z ręki, myśli, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Świetnie – zaśmiał się. – Niech myśli, że chcesz jej pomóc. Dzięki niej dotrzemy do pieniędzy jej matki i może uda nam się nawet zniszczyć jej braciszka.

_______________________________________ 
Cześć! Wiem, że długo nie dodawałam rozdziału, ale jakoś nie miałam do tego głowy. I przepraszam też, że jest taki krótki! Wybaczcie!


Super drummer (TU) - prolog. 
Zapraszam!!!

Do następnego :*

Czytasz = komentujesz!

8 komentarzy:

  1. Ooo nie! Szkoda mi Zayna :( Ale nareszcie Sutton i Liam zaczynają się dogadywać! Mam nadzieję, że już niedługo będa razem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Czekam na nastepny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Jak naprawde nazywa sie dziewczyna która gra Alaske? Dzieki!

      Usuń
  3. Ojej, ale się dzieje!
    Mam nadzieję że cała paczka będzie się trzymać razem i że przyjmą do niej też Sutton!
    No i czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział , czekam na nexta :D <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej biedny Zayn :( czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. CUDO :* Czekam na kolejnyy <3
    -
    http://you-and-i-fanfiction.blogspot.com/
    -
    Pozdrawiam! Xx
    / Haz.

    OdpowiedzUsuń