niedziela, 2 lutego 2014

10.

10. To tylko złamany nos, da sobie radę.


- Jak mogłaś mnie zostawić?

Zapytał, z czułością wpatrując się w zdjęcie na nagrobku. Marie była tą jedyną, tą, z którą miał się ożenić. Jeszcze kilka dni temu mówił Louis’owi, o tym jak bardzo pragnie z nią być do końca ich dni. Niestety nie wiedział, że ten koniec nadejdzie tak szybko. Zginęła tak nagle, bez żadnego pożegnania. Najgorsze jednak było to, że była sama. Nie było go przy niej, mimo, że dziewczyna prosiła go, aby z nią pojechał. On jednak wolał zostać w domu, trenować. Jeszcze nigdy w życiu nie żałował czegoś tak bardzo, jak tej głupiej decyzji.

Z głębokim westchnięciem, uklęknął przy nagrobku, szeroko się uśmiechając. Nie chciał płakać, bo Marie nienawidziła, gdy był smutny. Wziął do ręki jedną z białych róż, przyciskając ją do ciała.

Białe róże.

Cała płyta obłożona była jej ulubionymi kwiatami. Nie było dnia, żeby Marie nie mówiła o białych różach. Dlaczego? To były ulubione kwiaty jej matki. Uśmiechnął się, spoglądając w górę. Pewnie teraz ze sobą wesoło gawędziły, w końcu spotkały się po tylu latach. Cieszył się, że Marie nie jest tam sama, że ma kogoś, kto ją kocha tak mocno jak on.

Z kieszeni wyjął karteczkę, którą znaleziono przy jej ciele.

- Ja ciebie też kocham, aniołku – powiedział, w dłoni trzymając małe, czerwone pudełeczko. Otworzył je, klękając na kolanie. – Marie Natasho Perez, wyjdziesz za mnie? – Zapytał, z głupią nadzieją wpatrując się w jej zdjęcie. Po chwili na jego policzek spadła pierwsza kropla deszczu.

Dla innych ludzi był to zwykły deszcz.

Dla niego była to odpowiedź.

***

Ubrany w czarny garnitur, z uwagą przyglądał się swojemu przyjacielowi. Z jednej strony cieszył się, że Zayn tak dobrze sobie radził, a z drugiej wiedział, – choć udawał, że się myli, – że to tylko gra. Malik był twardym facetem, rzadko okazującym uczucia, to fakt. Jednak Liam, jako jego przyjaciel, pod maską nieokazującą żadnych odczuć widział człowieka załamanego i wewnętrznie rozdartego.

Z głośnym westchnięciem ostatni raz spojrzał na nagrobek, po czym skierował się do swojego samochodu. Namawiał Zayn’a, aby z nim pojechał, ale brunet stanowczo odmówił, twierdząc, że jeszcze chciałby z nią zostać. Jego auto było osamotnione, reszta obecnych ludzi na pogrzebie już dawno się rozjechała. Było wiele osób ze świata mody, co pokazywało jak dobrą i znaną modelką była Marie.

- Liam – usłyszał za sobą delikatny głos. Mimowolnie się uśmiechnął, wiedząc, do kogo on należał. – Przechodziłam obok i… Dobrze się czujesz? – Zapytała, ukradkiem zerkając w stronę cmentarza. Nie miała pojęcia, co się stało. Jeśli to ktoś z rodziny Payne, będzie się czuła cholernie głupio, bo oni po śmierci Katy jej bardzo pomagali. 

- Dobrze – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Co pani tu robi?

- Jak już wspominałam, przechodziłam tędy – powiedziała. – Wracałam do domu z zakupów – dodała, do góry podnosząc reklamówkę z zakupami. Chłopak uśmiechnął się, wskazując na samochód.

- Podwieźć panią?

- Nie, nie dziękuję – podziękowała szybko.– Mam już blisko, nie chcę sprawiać problemu – dodała.

- Ale to naprawdę nie problem – uśmiechnął się, pomagając jej z zakupami. Kiedy już oboje znajdowali się w jego samochodzie, kobieta postanowiła dowiedzieć się, dlaczego Liam był na tym cmentarzu. 

- Przepraszam, że zapytam, ale…

- Marie – odpowiedział, wyprzedzając jej pytanie. – Dziewczyna Zayna – dodał, na co kobieta z niedowierzaniem pokręciła głową.

- Biedna dziewczyna – westchnęła. – Nie rozumiem, dlaczego Bóg zawsze zabiera do siebie młodych ludzi? Przecież ona miała przed sobą wspaniałą przyszłość. – Liam nie do końca wiedział czy kobieta mówiła jeszcze o Marie, czy może już o Katy. Pani Palmer nigdy nie pogodziła się ze śmiercią córki, podobnie jak Liam.

- Niestety – westchnął. – Samolot miał awarię – dodał, choć wcale nie pytała.
- A jak trzyma się Zayn?

- Sam nie wiem – mruknął. – Niby twierdzi, że wszystko dobrze, ale… Ja też tak kiedyś twierdziłem, a wcale dobrze nie było – powiedział ciszej. Kobieta tylko się uśmiechnęła, nic już nie mówiąc. Zaczęła przyglądać się mało ciekawej okolicy, w której niestety mieszkała. Katy nigdy nie przepadała za tym miejscem i pewnie, dlatego większość czasu spędzała u Liama.

- O, Sutton! – Powiedziała, wskazując na zakapturzoną postać. Chłopak na jej słowa szybko podążył za jej wzrokiem. Miała rację, Sutton pośpiesznie kierowała się w stronę jednego z budynków. Teraz dopiero mu się przypomniało, że to właśnie tu spotkał ją tego deszczowego wieczoru.

- Zna ją pani?

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała. – Chodziła z Katy do szkoły – dodała. – Nie przyjaźniły się jakoś specjalnie, ale rodzice Sutton byli bardzo miłymi ludźmi.

- Tak, wspominała, że znała Katy – mruknął pod nosem, zatrzymując samochód pod domem kobiety.

- Też ją znasz?

- To znajoma mojego przyjaciela – powiedział. – To on mnie z nią poznał.

- To miła dziewczyna, ale trzymaj się od niej z daleka – ostrzegła go. – Ma straszne zajęcie, poza tym często widywałam ją z tym typem spod ciemnej gwiazdy.
- Z jakim typem?

- John’em – odpowiedziała. – Jest straszny i moim zdaniem to on już dawno powinien w więzieniu siedzieć.

***

Po mimo strachu, zapukała w brązowe drzwi, czekając aż pojawi się w nich twarz jej przyjaciela. Nie mogła dłużej polegać na Harry’m, musiała zacząć radzić sobie sama. Pierwszym krokiem było zabranie swoich rzeczy z mieszkania JJ’a i znalezienie domu. Teraz, gdy była pewna, że kontrakt z agencją KAL ma w kieszeni, mogła przeznaczyć swoje małe oszczędności na jakieś tanie lokum.

- Sutton – z zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny. Podniosła na niego wzrok, delikatnie się uśmiechając. Odpowiedział tym samym.

- Mogę wejść?

- Oczywiście – otworzył szerzej drzwi, pozwalając jej wejść do środka. Nie była pewna czy dobrze robi przychodząc tu sama, ale nie chciała nikogo mieszać w swoje problemy z John’em. Poza tym wydawał się być trzeźwy, więc miała nadzieję, że do niczego nie dojdzie.

- Przyszłam zabrać swoje rzeczy – poinformowała go, kierując się w stronę pokoju, który wcześniej zajmowała.

- Sutton, proszę – westchnął, chwytając ją za nadgarstek. Przyciągnął ją do siebie, uważnie się jej przyglądając. – Przepraszam – zaczął. – Tak bardzo cię za wszystko przepraszam – dodał, robiąc krok w tył. Widział, że nie czuła się komfortowo, gdy był tak blisko, a nie chciał jeszcze bardziej tej sytuacji komplikować.

- Wiem – mruknęła. – Wiem, że żałujesz i wybaczam – powiedziała. – Ale to nie znaczy, że tu zostanę.

- Sutton…

- Nie, John – przerwała mu. – Błagam cię, pozwól mi się spakować w spokoju.

- Nie mogę – załkał. – Dobrze wiem, że jeśli pozwolę ci teraz wyjść, nigdy cię już więcej nie zobaczę!

- To nie prawda…

- Nie jestem głupi, Sutton – warknął. – Widziałem cię z tym modelem. Pieprzysz się z nim? To do niego się przeprowadzisz, prawda?

- Harry mi pomaga, w przeciwieństwie do ciebie – warknęła. – To mój przyjaciel, dużo lepszy od ciebie – dodała wściekle, do końca nie zastanawiając się nad tym, co powiedziała. Wyraz jego twarzy pokazał jej jednak, jak bardzo zraniła i rozwścieczyła go tymi słowami.

Bez słowa przycisnął ją do ściany, zaciskając dłoń na jej szyi. John od dawna miał ogromne problemy ze swoim temperamentem, ale ostatnimi czasy był po prostu przerażający.

- John – wydusiła, próbując się uwolnić. – J-John bła-błagam… Nie mogę…. Oddychać…

- Tak bardzo tego nie chcę, ale nie dajesz mi wyboru – wyszeptał, jeszcze bardziej ściskając dłoń. – Nie chcę tego robić Sutton, uwierz mi – dodał. 

Kiedy brunetka powoli traciła przytomność, godząc się ze swoim tragicznym końcem, John został od niej odciągnięty. Bezsilnie opadła na podłogę, łapczywie łapiąc powietrze. Po kilku sekundach, zdołała podnieść głowę, żeby zobaczyć, kto tak bardzo jej pomógł, jednak nigdy nie spodziewała się, że tą osobą będzie…

- Liam – szepnęła, próbując się podnieść z zimnej podłogi. Nie mogła pozwolić, żeby Liam zrobił coś poważnego John’owi. Po pierwsze JJ był jej przyjacielem, a po drugie nie chciałaby żeby Liam miał problemy z policją. Sytuacja jednak nie wyglądała dobrze; Liam siedział na bezwładnym ciele John’a, raz po raz uderzając pięścią w jego zakrwawioną twarz.  – Proszę, przestań – załkała, kładąc dłoń na jego ramieniu.

Odsunął się od mężczyzny, wpatrując się w podłogę. Za wszelką cenę chciał uspokoić oddech, by móc wreszcie sprawdzić czy z Sutton wszystko w porządku. Nie mógł jednoznacznie powiedzieć, dlaczego zareagował tak a nie inaczej, ale przecież nie mógł pozwolić żeby coś jej się stało. Oczywiście, nie musiał bić tego mężczyzny, ale jakkolwiek strasznie to brzmi, nie mógł się powstrzymać.

- Musimy wezwać pogotowie – oświadczyła, dokładnie przyglądając się przyjacielowi. W odpowiedzi uzyskała tylko głośny jęk i ledwo zauważalne kręcenie głową. – Musisz iść do szpitala – powiedziała cicho, ocierając mokre od łez policzki. Nawet, jeśli jeszcze przed kilkoma minutami John chciał ją zabić, ona nie pozwoli by umarł.

- Nic mu nie będzie – mruknął Liam, podnosząc się z podłogi. – Weź swoje rzeczy i zmywamy się stąd – dodał.

- Nie możemy! On umrze, musimy go zawieść do szpitala – załkała, stając przed Liam’em, który wyglądał na niewzruszonego całą tą sytuacją.

- Powiedziałem, że nic mu nie będzie – zapewnił. – To tylko złamany nos, da sobie radę – dodał.

- Liam…

- Sutton, idź – odezwał się JJ, przekręcając się na bok.

- Mówiłem – odezwał się Payne. – Idziemy – dodał, ciągnąc dziewczynę za rękę. Po dziesięciu minutach razem opuścili mieszkanie John’a, który zapewnił, że nie pójdzie na policję. Jak sam stwierdził, zasłużył na to.

- Dziękuję – wyszeptała, kiedy byli już w samochodzie. Liam nic nie odpowiedział, tylko delikatnie się uśmiechnął. – Ale skąd wiedziałeś gdzie jestem? – Na to pytanie mina mu zrzedła. – Śledziłeś mnie?

- Nie – prychnął. – Oczywiście, że nie. Przejeżdżałem obok – palnął, wzruszając ramionami.

***

Alaska odłożyła telefon, pierwszy raz od kilku dni szczerze się uśmiechając. Niedawno wróciła z pogrzebu Marie i jedyne, na co miała ochotę to zamknięcie się w pokoju na zawsze. Śmierć przyjaciółki strasznie na nią wpłynęła i nikt nie potrafił z nią już rozmawiać. Stała się opryskliwa i ciągle miała jakieś problemy. Jednak przed chwilą stało się coś, co polepszyło jej humor. Charlie w końcu zaprosił ją na oficjalną randkę. Strasznie się do niego zbliżyła i nawet czasami wyobrażała sobie jakby wyglądało jej życie, gdyby byli razem. Skoro nie mogła mieć Harry’ego, od teraz będzie skupiała się wyłącznie na blondynie. I wcale nie była z tego powodu, aż tak smutna.

- Jestem – usłyszała głos brata.

- Nareszcie – mruknęła pod nosem. – Myślałam, że wrócisz zaraz do domu, ale… Co to ma znaczyć? – Warknęła, widząc Sutton. Brunetka, nie będąc pewną, co powinna zrobić, schowała się za Liam’em.

- Sutton zostanie tu na kilka dni – powiadomił ją, zanosząc walizkę brunetki do salonu.

- Znowu?

- Tak Al, znowu – mruknął. – Miałem ciężki dzień i naprawdę nie mam ochoty na kłótnie – dodał.

- Ty miałeś ciężki dzień? Liam! Dziś był pogrzeb mojej przyjaciółki i…

- Marie też była dla mnie ważna – warknął, przerywając jej. – Idę do siebie – mruknął, kierując się w stronę swojego pokoju.

- Czego ty tu znowu chcesz?

- Liam pozwolił mi się tu zatrzymać – powiedziała cicho, wzruszając ramionami. – Mój przyjaciel chciał mnie dziś zabić, ale Liam w ostatniej chwili mnie uratował – powiedziała jakby nigdy nic. Alaska zmrużyła delikatnie oczy, nie do końca jej wierząc. Brzmiało to, co najmniej głupio, poza tym Sutton w ogóle nie wyglądała jak ofiara. Jednak za nim blondynka zdążyła coś jeszcze powiedzieć, Sutton uniosła delikatnie głowę, pokazując czerwoną szyję. – Twój brat miał naprawdę ciężki dzień – dodała, delikatnie się uśmiechając. - To był ciężki dzień dla nas wszystkich.

_____________________________________
Przepraszam, że tak późno J
Zapraszam na Super Drummer, gdzie już niedługo powinien pojawić się rozdział 1.

Do następnego;*

                                        Czytasz = komentujesz!

11 komentarzy:

  1. Super rozdział. Świetnie piszesz, masz talent :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zayn :(( Moje bejbi <3 I Sutton też biedna.... No ale też dobrze, bo Liam jej pomógł! yay! Oni są tacy słodcy!! Mogą być już razem heh? <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny! Mam nadzieje że Sutton i Alaska się za przyjaźnią :). No i kiedy Liam będzie z Sutton? Niech już będą razem! Weny życzę i pozdrawiam ^_^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! ♥ Sutton i Alaska mogłyby się zaprzyjaźnić, bo nadal nie przepadam za Al :c
    Nie pomyślałam szczerze mówiąc, że Liam ją uratuje... Ale dobry pomysł :3
    Życzę dużo wenki i czekam na next xx
    @luv_my_jade

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć ;) Twój blog został wytypowany do "Coś do poczytania..." Więcej informacji tutaj: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/blog-page_18.html
    Zapraszam również do Listy Polish Directioners: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/spis-polish-directioners.html Niech wszyscy wiedzą, że jesteś Directionerką!! :* Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wowowowow ale się dzieje! Szkoda mi Zayna i Marie, ale uważam że to co robi Alaska jest co najmniej nie rozsądne. No i czy tylko ja mam wrażenie że Liamowi zaczyn abardziej zależeć na Sutton niż chce to przyznać?
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam tu: http://one-direction-half-a-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli szukasz zwiastunu na swojego bloga zajrzyj tutaj:
    zwiastuny-na-blog48.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. GRATULACJE! Zostałaś nominowana do 1D Awards w kategoriach: Najlepszy Liam oraz Najśmieszniejsze opowiadanie! Więcej informacji znajdziesz na stronie www.1d-awards.blogspot.com - Nie zapomnij powiadomić swoich czytelników! Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakochałam się w tym opowiadaniu jest takie inne nie powtarzalne jedyne w swoim rodzaju bardzo szybko się czyta ma ciekawą fabułę a dowiedziałam się o nim dzięki 1D awards zasłużył on na nominację mam nadzieję że wygra :) ulubiony ff o Liam'ie i pierwszy który nie przedstawia do jako świętego

    Cieszę się że trafiłam na ten blog i czekam na kolejny rozdział ;))
    @Only_1Dreams xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero zaczęłam czytać Twojego bloga i zakochałam się w tej historii. Mam nadzieję że rozdział pojawi się jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń