piątek, 8 sierpnia 2014

27.

27. Powitania i pożegnania. 


- Niech pan usiądzie spokojnie, muszę założyć opatrunek – westchnęła po raz kolejny pielęgniarka, wskazując na łóżko. Liam trafił do szpitala godzinę temu z podejrzeniem wstrząsu mózgu. Na szczęście była to błędna diagnoza i wystarczył tylko zwykły opatrunek na czole. – Proszę pana! – Prawie, że krzyknęła, piorunując go wzrokiem.

- Nie mogę tu tak siedzieć – warknął, ze zdenerwowania obgryzając paznokcie. Razem z Liam’em do szpitala została przywieziona Sutton. Niestety ona była w dużo gorszym stanie, jako, że ten drugi samochód uderzył w jej stronę. – Muszę wiedzieć, co z Sutton!

- Lekarz powi… - Jednak nie zdążyła dokończyć, ponieważ bokser wybiegł zaraz po tym jak skończyła zakładać opatrunek. Był zdenerwowany i przerażony. Nie miał pojęcia, co działo się z Sutton i ich dzieckiem. Zaraz po przyjedzie do szpitala poprosił jedną z pielęgniarek, aby powiadomiła jego rodzinę i dzięki Bogu wszyscy już tam byli.

- Liam! Boże tak się o ciebie martwiłam – załkała Karen, rzucając się na swojego syna. Po chwili w jej ślady poszła cała reszta. – Jak się czujesz? Wszystko dobrze? Może powinieneś usiąść, co?

- Mamo, wszystko w porządku – zapewnił, choć w głowie trochę mu się kręciło. – Co z Sutton? Wiecie coś?

- Liam… - zaczął niepewnie Louis, spuszczając wzrok. – Lepiej usiądź…

- Louis! Jeśli zaraz mi nie powiesz, co jest z Sutton to przyrzekam, że ci przyłożę – warknął, podchodząc do przyjaciela. Wszyscy na wspomnienie o Sutton zaczęli się strasznie dziwnie zachowywać, co go bardzo zaniepokoiło. – Do cholery jasnej! Powie mi ktoś, co dzieje się z moją dziewczyną? – Załkał, błagalnym wzrokiem wpatrując się w swoich przyjaciół. Wszyscy milczeli. – Kurwa!

- Liam! – Skarciła go Karen, kręcąc głową. – Sutton jest na sali operacyjnej, poza tym nic nie wiemy.

- To, po co to milczenie? Chcieliście żebym dostał zawału?

- Mama powiadomiła jej rodziców – oznajmiła cicho Alaska, wpatrując się w swoje czarne buty.

- Po jaką cholerę?

- Po taką, że to jej rodzice! – Odkrzyknęła jego matka. – Miałabym im nie powiedzieć? A co jeśli Sutton tego nie przeżyje? Wiesz, co…

- Nawet tak nie mów – warknął, przerywając jej. – Gdzie jest jakiś lekarz? Czy ktoś w tym szpitalu coś w ogóle robi? – Krzyknął zwracając na siebie uwagę pracowników szpitala.

- Proszę się uspokoić – powiedziała pielęgniarka, która wcześniej zajmowała się jego głową. – Powinien pan usiąść i się nie denerwować, nie jest pan w najlepszym stanie.

- Jak mam się nie dene…

- Witam – zaraz obok nich pojawił się lekarz. – Nazywam się doktor O’Brien – przedstawił się, podając wszystkim rękę.

- Co z Sutton?

- Jej stan jest stabilny – zaczął doktor O’Brien, zerkając na kartę pacjentki. – Oczywiście po tak poważnym wypadku następne 24 godziny będą najważniejsze, ale uważam, że nic się nie zmieni – dodał niepewnie.

- Skoro wszystko dobrze to, dlaczego ma pan taką minę? – Zauważył Harry, zadając pytanie, które każdy z nich chciał zadać.

- Niestety pani Irwin jest w śpiączce – poinformował. – Nie wiemy, kiedy się obudzi, może być to kilka minut, godzina, kilka miesięcy – dodał.

- Co? Jak to? Przecież mówił pan, że jej stan jest stabilny! – Warknął Liam, biorąc krok w stronę mężczyzny.

- Tak, ale…

- To tak czy nie? – Wrzasnął Payne, łapiąc lekarza za kołnierz jego koszuli. – Czy wy nic nie możecie dobrze zrobić? Chociaż raz moglibyście komuś pomóc! Banda nieudaczników i… Boże co z moim dzieckiem?!

- Proszę się uspokoić! – Powiedział lekarz, stanowczo odpychając od siebie wściekłego mężczyznę. Nie był to pierwszy raz, kiedy rodzina pacjenta reagowała w taki sposób, ale O’Brien doskonale wiedział kim Liam Payne był i raczej nie miał ochoty szarpać się z profesjonalnym bokserem. – Wiem, że to trudne, ale proszę mi uwierzyć, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc pani Irwin. A teraz mogę dokończyć to, co chciałem powiedzieć?

- Tak, przepraszam za syna – powiedziała Karen, karcąc Liama wzrokiem. Ona też była smutna i przerażona wiadomością, że Sutton była w śpiączce, ale potrafiła nad sobą zapanować. – Proszę mówić.

- Pani Irwin bardzo ucierpiała w tym wypadku i niestety wpłynęło to też na dziecko – zaczął. Na te słowa Liam zamarł. Dziecko. Jego dziecko. Skoro Sutton była w śpiączce to…

- … W inkubatorze – tylko tyle usłyszał z wypowiedzi lekarza. Podniósł na niego wzrok, wypowiadając tylko ciche ‘co’. – Pańska córka jest w inkubatorze, jest wcześniakiem. Wszystko z nią w porządku, jest silnym dzieckiem. Musimy jednak ją poobserwować żeby mieć pewność, że jej stan się nie pogorszy – wyjaśnił z uśmiechem.

- O Boże – mruknął Liam, wypuszczając powietrze. Odetchnął z ulgą, bo przeczuwał już tylko najgorsze. – Mogę ją zobaczyć? Teraz?

- Tak, oczywiście – odpowiedział lekarz. – Siostra Williams państwa zaprowadzi – dodał. Po tych słowach blond włosa kobieta wskazała im właściwą drogę. Po kilku sekundach wszyscy wpatrywali się w malutką istotkę, która sobie smacznie spała. Nikt nie potrafił powstrzymać łez, szczególnie Liam. Stał przed szybą, która dzieliła go od jego córeczki, dziękując Bogu, że wszystko z nią dobrze. Dziewczynka była strasznie mała, ale to było normalne skoro urodziła się prawie miesiąc przed czasema.

- Jest cudowna – wyszeptała Alaska, na co Liam przytaknął. Była cudowna. Nie mógł uwierzyć, że to on pomógł ja stworzyć. Była istnym dziełem sztuki. – Śliczna – dodała dziewczyna. Wszyscy z uwagą przyglądali się dziecku i jak zwykle Niall musiał zepsuć ten piękny moment.

- Na szczęście nie podobna do Liama – wymruczał, delikatnie stukając w szybę. Po chwili jego głowa dosłownie odbiła się od tej samej szyby. – Ała! Pojebało cię?

- Jak ty się wyrażasz? – Skarciła go Valerie.

- Dzięki stary – mruknął Liam, klepiąc Harry’ego w ramię. Ten tylko dumnie się uśmiechnął, obejmując swoją dziewczynę w pasie.

- Jeszcze cię dopadnę Styles – warknął blondyn, masując obolałe miejsce. – Boże jak boli!

- Przepraszam – Liam zatrzymał przechodzącą obok, dobrze znaną mu już pielęgniarkę. Ignorując narzekania Nialla, odszedł z kobietą na bok. – Kiedy mogę zobaczyć Sutton Irwin?

- Jeszcze nie teraz – uśmiechnęła się przepraszająco siostra Williams. – Pani Irwin jest pod obserwacją i ma robione niezbędne badania. Powiadomię pana o możliwej wizycie – dodała, odchodząc. Zrezygnowany, podszedł do rodziny i przyjaciół, którzy dosłownie rozpływali się na jego córeczką.

- Mia – wyszeptał, dotykając dłonią szyby. – Mia Payne – dodał z uśmiechem. Jeszcze nigdy nie był tak dumny jak w tamtej chwili.

- Pasuje do niej – powiedziała uśmiechnięta Karen, ocierając mokre policzki. – Imię jakby dla niej specjalnie stworzone, idealne.


---


- Nie wierzę – kobieta wybuchnęła płaczem, mocno ściskając dłoń męża. – Moja córeczka – załkała, wpatrując się w bladą twarz Sutton. Ponad dwie godziny temu otrzymała wiadomość od Karen, że jej córka miała wypadek. Po przyjechaniu do szpitala okazało się, że było to na tyle poważne, że teraz Sutton była w śpiączce. Niestety nikt nit potrafił określić jak długo będzie to trwało.

- To wszystko wina tego durńa! Sutton jest silna, wyjdzie z tego, zobaczysz!– Zagrzmiał John, próbując pocieszyć żonę. Oczywiście całą winę zwalał na Liama, który podczas wypadku prowadził. Nawet po wyjaśnieniach, że to nie była wina jego, tylko drugiego kierowcy, pan Irwin nadal obwiniał ojca swojej wnuczki. Wnuczki, które żadne z państwa Irwin nie chciało nawet zobaczyć. – Jak on mógł być tak nieodpowiedzialny? Ile on ma lat żeby powodować takie wypadki? Kto mu w ogóle dał prawojazdy?!

- Tato – westchnęła zmęczona Claire, starsza o trzy lata, siostra Sutton.  

- No co?

- Daj już spokój – poprosiła. – Już się nagadałeś, naprawdę Liam już czuje się winny, nie musisz dalej się produkować – mruknęła, przypominając sobie rozmowę swoich rodziców i Liama. Właściwie to tylko jej rodzice mówili, a Liam musiał wysłuchiwać wszystkich tych oszczerstw. Claire nie znała go dobrze, ale mimo wszystko wiedziała, że był dobrym człowiekiem. Do tego stopnia, że jej siostra nie zasługiwała na takiego chłopaka.

- I dobrze! Ma wiedzieć, że to jego wina! Moja córeczka nie zasługuje na takiego palanta– Warknął mężczyzna, czując jedynie wściekłość do Payne’a.

- Przecież to nie była jego wina, a Sutton też nie jest jakąś świętoszką, więc…

- Jak możesz? – Przerwała jej Margaret, z niedowierzaniem kręcąc głową. – Twoja siostra jest w śpiączce, a ty wygadujesz takie bzdury?

- Żadne bzdury – odpowiedziała Claire, przemyślając sobie wszystko. Od zawsze jej rodzice woleli Sutton bo była młodsza i lepiej się uczyła, dlatego teraz gdy miała szansę ją pogrążyć, postanowiła to zrobić. – Wasza cudowna i idealna córeczka nie powiedziała wam o jednym, małym szczególe…

- O czym ty znowu mówisz?

- Sutton nic nie studiowała, całą kasę przepuściła na imprezy i ciuchy – wyznała. – A później kiedy została bez grosza, zaczęła tańczyć w klubie ze striptizem – dodała, szeroko się uśmiechając.

- Odszczekaj to! Wszystko! – Zagrzmiała Margaret, podchodząc do starszej córki. – Jak możesz mówić takie rzeczy o własnej siostrze?

- Bo to prawda! – Odpowiedziała głośno. – I nadszedł czas, żebyście w końcu przejrzeli na oczy i zobaczyli, że Sutton wcale nie jest taka idealna!

- Posłuchaj mnie… - Zaczął John, wskazując na Claire. – Jeśli to, co właśnie powiedziałaś jest twoją głupią wyobraźnią, to przyrzekam, że…

- Żadna wyobraźnia – przerwała mu. – Wiem wszystko od jej kumpla, z którym utrzymywałam znajomość. To, co wam powiedziałam jest prawdą, a jeśli mi nie wierzycie to zapytajcie Liama, on na pewno wie.

- O mój Boże! – Załkała jeszcze głośniej Margaret, opadając na krzesło. Słowa Claire zaczynały mieć sens. Sutton nie chciała, aby rodzice ją odwiedzali, nie chwaliła się ocenami, nigdy nie pokazała żadnego certyfikatu. A kiedy chcieli przyjechać na rozdanie świadectw, stwierdziła, że ona sama nie idzie, bo ma już zaplanowane wakacje z przyjaciółką, która opuszcza kraj. Wszystko to było zwykłym kłamstwem, a oni jej wierzyli. – Ona mówi prawdę! O Boże! Co ta dziewczyna narobiła?!

- Jeśli to prawda, to musimy ją stąd zabrać – oświadczył nagle John, zerkając to na żonę, to na starszą córkę. Na Sutton na razie nie mógł spojrzeć, bo zwyczajnie nie potrafił. Bolało go, że ich okłamywała. Będzie musiała im się grubo tłumaczyć. – To miasto źle na nią wpłynęło. Zobacz jak skończyła.

- A co z jej dzieckiem? – Zapytała nagle Claire, przypominając osbie o małej Mii. Tylko ona, jako jedyna z rodziny Irwin postanowiła zobaczyć dziewczynkę i nie żałowała. Mała była naprawdę piękna.

- To dziecko tego drania, więc nie chcę mieć z nim nic wspólnego – odpowiedział jej ojciec, a Margaret tylko mu przytakiwała.

- Tato, ale…

- Żadnego, ale! – Przerwał jej. – Nie chcę znać tego bachora!

- Ale co zrobimy z Sutton? Jak ją przekonamy żeby z nami wyjechała? – Zapytała nagle Margaret, wpatrując się w swojego męża.

- Mam pewien pomysł – odpowiedział jej mąż, a na jego twarzy pojawił się znikomy uśmiech. Nie zapowiadało to niczego dobrego.


---


Liam właśnie wrócił do szpitala po prawie trzy godzinnej nieobecności. Został wezwany na policję, ponieważ znaleziono sprawcę wypadku. Jak się okazało drugim samochodem kierował nie, kto inny jak Stanley Rogers, który postanowił się zemścić.

- I co ci powiedzieli? – Zapytała Karen, która również opuściła szpital. Właściwie to już nikt tam nie został, wszyscy postanowili się odświeżyć i trochę zdrzemnąć. Poza tym skoro Sutton była w śpiączce, to i tak nie było by z nich większego pożytku.

- Złapali sprawcę wypadku – odpowiedział, mocniej przyciskając telefon do ucha. Właśnie wchodził do szpitala, w którym była jego córeczka i ukochana. – Był nim Stanley Rogers.

- Co? – Zapytała zdumiona. – Więc nareszcie go złapali?

- Nie do końca – mruknął, rozglądając się w poszukiwaniu lekarza.

- To znaczy?

- To znaczy, ze znaleźli go martwego w jego domu – wyjaśnił. – Doznał, jakiegoś urazu podczas wypadku, który spowodował późniejszą śmierć – dodał.

- Nareszcie ten koszmar się skończył – odetchnęła kobieta, delikatnie się uśmiechając. – Jesteś już w szpitalu? Byłeś już u Mii?

- Właśnie do niej idę.

- Ucałuj ją ode mnie – poprosiła.

- Jasne – zaśmiał się. – Muszę już kończyć, pa – rozłączył się szybko, widząc znajomą twarz doktora. Szybko do niego podszedł z zamiarem dowiedzenia się czegoś o stanie swojej dziewczyny. – Dzień dobry – przywitał się.

- Witam pana.

- Wiadomo już coś o Sutton? Wiecie, kiedy się obudzi? – Spytał. – Mogę ją wreszcie zobaczyć? – Zapytał bezradnie, bo ta niewiedza doprowadzała go do nerwicy.

- Badania nadal trwają – odpowiedział niepewnie lekarz. – Zawiadomię pana o możliwej wizycie – dodał, rozglądając się dookoła siebie. Widać było jego zdenerwowanie, ale Liam postanowił na to nie reagować. 

- Ale mówi…

- Przepraszam, ale muszę iść – przerwał mu. – Pacjenci czekają – dodał, ruszając w stronę jakiejś sali. Liam z głośnym westchnięciem ostatni raz zerknął w stronę sali, w której była Sutton, po czym udał się zobaczyć swoją córeczkę. Mia w tamtej chwili była jedyną iskierką nadziei, że wszystko się ułoży i pewnego dnia będą szczęśliwą rodziną. 

________________________________________
Hej! Ostatni rozdział, został jeszcze tylko epilog! Mam nadzieję, że się podoba! Poznaliście również rodzinę Sutton (Margaret, Johna i Claire), ale o nich więcej w drugiej części :)

Epilog może dodam w niedzielę, ale to się jeszcze zobaczy! 

Do następnego;*

Czytasz = komentujesz!

12 komentarzy:

  1. Boże żeby tylko jej nie zabrali! A chyba już to zrobili!
    Ten głupi lekarz go oklamal!
    Sutton w spiaczce?! No chyba nie...
    Dobrze że z Mią wszystko w porządku :)
    Z niecierpliwością czekam na następny!
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże nie. To wszystko nie tak. Mieli sobie żyć długo i szczęśliwie jako cudowna rodzinka, a tu co? Przychodzi stara rodzinka i wszystko zrypała. Boże nienawidzę tych ludzi. Całej trójki. Ale poza tym - Mia <3<3<3 I Liaś takim troskliwym tatusiem... Kocham :-*
    PS chyba druga :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Błagam o wspólne zakończenie.. mam dosyć tych ff w których się układa i nagle bum i nic z tego ;/ xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej! Dziewczyno, co ty potrafisz robić z człowiekiem? Emocje buzują. Czekam na następny kochana! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Coooo? o nieeee :(( Jak ci jej rodzice ją zabiorą to nie wiem co zrobię... świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mia <3 Mam nadzieje ze bd wszystko Ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że z dzieckiem wszystko w porządku, ale szkoda, że z Sutton nie bardzo.... ;(((

    OdpowiedzUsuń
  8. bardziej interesuje go dziecko niż to,że jego dziewczyna jest w śpiączce :/

    OdpowiedzUsuń
  9. boże swietny. nie mogę doczekać się już epilogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niee nie zrobią tego! Nie mogą! Niee!!! Jacy durnie! Aź bym im łby pourywała! ygh!
    Poza tym rozdział booski *-*
    lece nn
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń